Prawdziwa historia (przeczytałem w prasie amerykańskiej kilka lat temu):
Podczas zajęć naukowych w szkole i zabawy z klockami imitującymi atomy i polączenia chemiczne, dziesięcioletnia dziewczynka uzyskała prototyp dotyczhczas nieznanego związku chemicznego, który nie istnieje w przyrodzie.
Trzeba więc go uzyskiwać syntetycznie, co oczywiście wiąże się z nakładem niemałych kosztów, ale po odpowiednich zabiegach patentowych stwarza możliwość nieokreślonego zysku.
Młody naukowiec ma nadzieję, że wynaleziona substancja będzie wybuchać i będzie można ją sprzedać z dobrym zarobkiem wojsku. Jest też nadzieja na zastosowanie nowego związku chemicznego w medycynie. Uczennica interesuje się biologią i medycyną.

http://www.popsci.com/science/article/2012-02/10-year-old-accidentally-creates-new-explosive-molecule-science-class

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2096481/Ten-year-old-discovers-new-molecule-tinkering-educational-model.html


naturalny / syntetyczny (czyli sztuczny)



Czy zastanawiamy się nad tym, dlaczego nici chirurgiczne mogą być czasami wchłaniane przez organizm a czasami nie i trzeba się ponownie udać do lekarza w celu ich usunięcia, ponieważ inaczej organizm nigdy ich nie "strawi" - nie wchłonie ?
Kiedy nici są zrobione z jelit zwierzęcych, wtedy organizm ludzki nie ma problemu z ich utylizacją. Natomiast kiedy nici są syntetyczne, wtedy organizm nie posiada procesu potrzebnego do ich wchłonięcia i zostają one na zawsze w tym miejscu, gdzie zostały założone (jeśli nie zostaną usunięte).
Przyczyną wchłanialności nici chirurgicznych jest ich naturalność. Naturalność żywności jest jej bardzo ważną zaletą i słusznie jest używana przez producenta w reklamie danego produktu spożywczego, jeśli jest on naturalny.
Słuchamy takich reklam codziennie i tak naprawdę, często nie zastanawiamy się, co to właściwie znaczy, że żywność jest naturalna.
Jest też coraz trudniej kupić produkty całkowicie naturalne.
Żeby produkt spożywczy był uznany za ekologiczny, musi być on w co najmniej 95% naturalny.
Co więc z całą resztą żywności na rynku, dla której nie stawia się wymagania naturalności w celu dopuszczenia do sprzedaży?

Wyobraźmy sobie leżącą przed naszym domem w trawie torbę lub butelkę plastikową. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że ten owoc rozwoju cywilizacji i możliwości technologicznych człowieka prawdopodobnie nigdy nie zostanie rozłożony i wchłonięty przez Ziemię.
Planeta Ziemia nie ma procesu, który pozwalałby jej na włączenie plastiku w naturalny proces przemiany materii potrzebny dla prawidłowego funkcjonowania ekosystemu. Dzieje się tak, ponieważ syntetyczne i wymyślone przez człowieka substancje chemiczne nie występują w przyrodzie, więc planeta Ziemia nie wie, co z nimi zrobić.
W tej samej trawie koło naszego domu leży również pręt metalowy i ten kawałek solidnej substancji naturalnej zostanie ponownie włączony w przemianę materii do ekosystemu, ponieważ składa się z substancji występujących w przyrodzie i planeta Ziemia wie, jak go ponownie wykorzystać.
Natura ma proces korozji (utleniania) potrzebny do rozłożenia złomu.

W każdą Środę Popielcową katolicy słyszą w kościele: "Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz".
Słowa te bardzo trafnie oddają podstawową zasadę występującą w przyrodzie, której prawidłowe funkcjonowanie jest warunkiem zdrowia każdego ekosystemu i warunkiem zdrowia planety Ziemi.
Zasadą tą jest płynna przemiana materii i energii. Bez tej płynności dochodzi do zaburzeń różnego typu - patologii.
Odnosi się to też do prawidłowego fukcjonowania naszego organizmu, który jest naszym własnym małym ekosystemem, w którym wszelka obecność substancji nieznanych w przyrodzie jest podstawowym źródłem zaburzeń w jego funkcjonowaniu, czyli choroby.
Nasz organizm, podobnie jak planeta Ziemia, nie ma procesów, które pozwalałyby włączyć te wymyślone przez człowieka syntetyczne substancje chemiczne w prawidłową przemianę materii i energii.
Zalegają one więc w różnych miejscach i powodują problemy.
W przypadku organizmu ludzkiego: blokują one dostęp substancji naturalnych do miejsc ich wykorzystania. Na przykład plastik udaje naturalne hormony ludzkie, blokuje przez swoją obecność ich dostęp do miejsc ich działania i rzecz jasna działa na organizm w zupełnie nieoczekiwany nienaturalny sposób.

Syntetyczne substancje chemiczne są w tej chwili wszędzie.
Występują w kosmetykach, środkach czystości i higieny osobistej, są nimi konserwanty żywności, sztuczne barwniki i substancje smakowe, pestycydy, herbicydy, zrobione są z nich nasze ubrania, telefony, komputery. Dopóki nie stają się one częścią naszych organizmów, nie widać w wyraźny sposób zagrożenia, jakie stanowią one dla naszego zdrowia.
Niestety coraz częściej stają się one również składnikiem naszej żywności i całkowicie opanowały one przemysł farmaceutyczny.

Warunkiem niezbędnym do osiągnięcia zysku ze sprzedaży leku farmaceutycznego jest jego opatentowanie przez producenta.
Do opatentowania danej substancji chemicznej niezbędna jest jej wyjątkowość dostępna tylko dla kogoś, kto uzyskuje taki patent.
Substancje naturalne są dostępne dla każdego. Niemożliwe jest przecież opatentowanie czosnku lub jabłek.
Wiele obecnie wielkich i silnych amerykańskich firm farmaceutycznych produkowało kiedyś tylko preparaty ziołowe. Jednak w celu osiągnięcia maksymalnych zysków i razem z rozwojem przemysłu chemicznego oraz systemu patentowego, firmy te produkują dziś tylko syntetyczne leki farmaceutyczne, na które są w stanie uzyskać wyłączność. Nawet leki stworzone całkowicie na wzór substancji występujących w przyrodzie (n.p.: Penicylina i Aspiryna) uzyskiwane są syntetycznie.

Wydaje się, że lekarstwa najbardziej zbliżone do substancji występujących w przyrodzie są bezpieczniejsze, o czym świadczy ich wyższy współczynnik terapeutyczny (stosunek dawki szkodliwej do dawki terapeutycznej). Przykładem mogą być antybiotyki penicylinowe w porównaniu do innych antybiotyków. Syntetyczne i niespotykane w przyrodzie lekarstwa mają niski współczynnik terapeutyczny. Znaczy to, że są szkodliwe lub nawet śmiertelne w dawkach niewiele większych od uznanych za terapeutyczne.

Pierwszym niesterydowym lekiem przeciwzapalnym był kwas acetylosalicylowy, znany najbardziej pod nazwą handlową Aspiryna. Jest to substancja występująca w przyrodzie (na przykład w korze brzozy) i na jej przykładzie powstało bardzo wiele innych zupełnie syntetycznych środków przeciwbólowych, przeciwzapalnych i przeciwgorączkowych - określanych jako niesterydowe leki przeciwzapalne.
Te inne i niespotykane w przyrodzie substancje wydają się mieć większy potencjał szkodliwości na organizm i częstsze oraz bardziej niebezpieczne działania uboczne niż Aspiryna. Jest to na przykład niekorzystny wpływ na układ krążenia i powikłania zakrzepowo-zatorowe prowadzące do wylewów i zawałów (na przykład przy długotrwałym stosowaniu rofekoksybu i ibuprofenu).
Aspiryna jest natomiast stosowana jako lek zapobiegający zawałowi mięśnia sercowego i udarowi mózgowemu.
Wykorzystywane jest dobrze tolerowane przez organizm przeciwzakrzepowe działanie kwasu acetylosalicylowego - jedynego występującego również w naturze niesterydowego leku przeciwzapalnego, który jest stosowany w medycynie konwencjonalnej. 


Bardzo wiele lat temu, w czasach kiedy dziadkowie naszych dziadków nie mieli praktycznie kontaktu ze wszechobecnymi dziś substancjami syntetycznymi, wszystkie wszechobecne dzisiaj choroby były wielokrotnie rzadsze. Powyższy tekst zmierza do pokazania, że długoterminowe gromadzenie się w naszych organizmach sztucznych substancji, z którymi nie jesteśmy sobie w stanie poradzić i wykorzystać w ten sposób jak substancje naturalne, prowadzi do problemów zdrowotnych.
Żywność i lekarstwa powinny być więc całkowicie naturalne. Tak jednak nie jest z powodów finansowych.